Żyjemy w naprawdę ciekawych czasach. Jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia wydawał się fakt, że można zarabiać w Internecie, nie wychodząc z domu. Oczywiście, w Stanach Zjednoczonych wiedzieli o tym od dawna, co w ogóle jest dla mnie swego rodzaju fenomenem, gdyż jeszcze 200 lat temu właśnie tam biegały antylopy. W tym samym czasie w Polsce od setek lat istniało państwo, kultura i nauka. Dzisiaj niestety to właśnie my, Polacy, a także cała Europa uczy się od Amerykanów.

Nie inaczej jest w branży marketingu internetowego, czy szeroko rozumianego biznesu w Internecie.

Gdy cofniemy się w czasie o kilkanaście lat przypomnimy sobie, że wówczas posiadanie Internetu w domu było ogromnym przywilejem i luksusem. Sam pamiętam doskonale czasy, gdy Internet w klasie miały dwie, może trzy osoby. Prędkość pozostawiała wiele do życzenia, ale liczył się fakt posiadania cyberprzestrzeni. Jak wygląda to w dzisiejszych czasach? 

Zgodnie z szacunkami ONZ, liczba osób na świecie pod koniec 2014 roku, która posiada stały dostęp do Internetu wynosiła 3 mld. To około 40% globalnej populacji. 2 mld z tych ludzi, to populacja krajów rozwijających się. Raport Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego twierdzi, że w Afryce, kontynencie gdzie Internet nie dociera prawie w ogóle, jego dostępność ma wzrosnąć z 10 do 20%. Obecnie cały czas prym wiedzie Europa, gdzie 75% ludzi posiada dostęp do sieci. 

W Polsce pierwsze internetowe łącze analogowe zostało uruchomione 26 września 1990 r. i miało ono prędkość 9600 bit/sek. Jednak dostępne stało się ono 20 grudnia 1991 roku. W 1994 roku w Internecie umieszczono stronę internetową rządu. W tym samym roku Internet stał się dostępny dla każdego obywatela. Z ciekawostek można dopowiedzieć, że rok później w 1995 zadebiutował pierwszy portal internetowy autorstwa Polaków – była nim Wirtualna Polska. W latach 90tych Internet w Polsce raczkował, a ludzie nie byli do niego przekonani. Obecnie z raportów Google wynika, że dostęp do Internetu w Polsce ma aż 77% Polaków. Jest to bardzo dobry wynik.

Dane te mówią same za siebie: żyjemy w tzw. globalnej wiosce, a co za tym idzie, możemy komunikować się właściwie z całym światem niemalże w mgnieniu oka. Duże firmy i koncerny używają medium, jakim jest Internet od lat, jednak od niedawna dopiero widzimy wzrost tzw. home based business, czyli biznesu prowadzonego z domu, dostępnego właściwie dla każdego, kto ma komputer i dostęp do Internetu.

A więc na czym i w jaki sposób możemy zarabiać w sieci?

Możliwości jest dosłownie masa. Główne to:

  1. Videomarketing (youtube)
  2. Contentmarketing (blog)
  3. Marketing na Facebooku
  4. Platformy abonamentowe (głównie narzędzia niezbędne do prowadzenia biznesu,takie jak pokoje webinarowe, autorespondery, kreatory stron)
  1. Marketing sieciowy
  2. Marketing partnerski
  3. Sklepy internetowe

Oczywiście każdy z tych punktów zawiera w sobie kilka pozostałych, a także masę innych, bardziej rozbudowanych filarów.

Warto jednak zwrócić uwagę na pewne wspólne aspekty każdej z tych 7 możliwości generowania zysków.

Myślę, że nie będzie to nic odkrywczego, kiedy zaznaczę, że do każdego biznesu potrzebni są ludzie. Usłyszałem to dawno temu od mojego mentora, który zawsze tłumaczył, że biznesman to człowiek, który ma ludzi, produkty lub usługi i zyski. Jednak najważniejszym elementem są zawsze ludzie, bo bez nich cała układanka nie ma prawa zadziałać efektywnie.

Pomyśl przez chwilę… Czy taka prężna sieć jak McDonald’s istniałaby bez ludzi, którzy tam pracują, a także bez ciągle powracających klientów? Czy operatorzy komórkowi istnieliby, jeśli nie byłoby ludzi, którzy korzystają z telefonu?

Wydaję się to oczywiste, prawda?

No dobrze, to czego konkretnie potrzebujemy, aby wystartować?

Biznes polega na sprzedaży, a więc musimy w jakiś sposób przyciągnąć do siebie klientów bądź partnerów. Utarła się taka zasada, że ludzie muszą nas znać, lubić nas, ufać nam, a dopiero potem kupią coś od nas.

Co to oznacza?

Jednym słowem potrzebujemy SYSTEMU, który przyciąga do nas nowych ludzi, buduje z nimi relacje, a także oferuje produkt lub usługę, która jest odpowiedzią na ich potrzeby.

Wszystko brzmi prosto, jednak jak pokazuje życie, jest to nieco bardziej skomplikowane.

Pierwsze pytanie, które powinniśmy sobie zadać to: Kto jest naszym idealnym klientem/partnerem?

Komu chcemy służyć? (Biznesman, który odnosi sukcesy bardzo dobrze służy ludziom).

Jak znaleźć tzw. niszę biznesową, czyli nasz obręb działalności?

To, co ja osobiście mogę polecić: warto zająć się czymś, co jest naszą pasją i na niej nauczyć się zarabiać.

Czy każdą pasję można przekuć na pieniądze? Niestety nie, ale to jest temat na inny raz.

„Wujek Google” przychodzi nam tutaj z pomocą, gdyż dzięki jednemu z jego narzędzi, tzw. Google Plannerze możemy sprawdzić popularność słów kluczowych, trendy, a także okresowość popytu na dany produkt, czy usługę. Na chłopski rozum oznacza to, że najnormalniej w świecie mamy możliwość sprawdzenia i przeanalizowania, czy to, co akurat mamy zamiar sprzedawać jest często wyszukiwane w Internecie. Do czego jest to nam potrzebne?

Im więcej ludzi szuka w każdym miesiącu rozwiązania na swój problem, czyli wpisuje na przykład frazę „Jak zrzucić 20 kg w dwa tygodnie”, tym większe prawdopodobieństwo, że jeśli wystartujesz właśnie w tej niszy, osiągniesz sukces.

Lista adresowa to złoto Internetu

Tak jak wcześniej zaznaczyłem: aby mieć biznes, musimy mieć system, narzędzia, które przyciągną do nas klientów/partnerów, zbudują z nimi relacje, a także sprzedadzą im nasze produkty lub usługi.

Kiedy pomyślimy o tradycyjnym biznesie, powiedzmy kwiaciarni, to jasne jest to, że musimy mieć jakieś pomieszczenie, wyposażenie, wystrój wewnętrzny i zewnętrzny, a także materiały promocyjne takie jak ulotki, banery, ogłoszenia w prasie itd. Dobrze jest również gdy ktoś nas poleci, zdobędziemy pochlebne rekomendacje itp.

A jak to jest w Internecie?

Do budowy biznesu w Internecie, najogólniej rzecz ujmując, potrzebujesz 5 składowych:

  1. Strony ściągającej (Squeeze page)
  2. Strony „Dziękuję” (Thank you page)
  3. Autorespondera
  4. Oferty
  5. Ruchu

Strona ściągająca to coś w rodzaju „wabika”, „przynęty”, której jedynym zadaniem jest zebranie imienia i adresu mailowego, czasami samego maila. Zapytasz teraz pewnie: Ale po co to?

Przecież można od razu skierować zainteresowaną osobę na daną ofertę?

Niestety jeszcze wiele osób tak robi, a potem dziwi się, że „biznes nie idzie”.

Pomyśl przez chwilę, jaki procent osób kupuje, kiedy widzą daną ofertę pierwszy raz?

Inaczej, ile razy Ty kupiłeś coś, co widziałeś pierwszy raz?

Rzadko tak było, mam rację?

Kiedy mówimy tutaj o tradycyjnym sklepie, czy centrum handlowym, istnieje duża szansa, że wrócisz w to samo miejsce w późniejszym terminie i jeśli wpadło Ci coś w oko, tak czy inaczej to kupisz.

Jednak w Internecie istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeśli potencjalny klient nie kupi, widząc daną ofertę, nie wróci już do niej kolejny raz. Jaki jest tego efekt?

Wystawiając swoją ofertę na pierwszy front dajesz widzowi tak naprawdę dwie możliwości:

  1. Kupuje i staje się Twoim klientem – masz go w bazie, CRM-ie itd.
  2. Opuszcza stronę i nie masz już z nim kontaktu.

Ale przecież ten sam człowiek mógłby dokonać zakupu po zobaczeniu oferty za drugim, trzecim lub entym razem, prawda?

Pamiętaj to, o czym pisałem wcześniej: ludzie muszą Cię znać, lubić Cię i ufać Ci, abyś mógł im coś sprzedać (są wyjątki, ale generalnie taka jest zasada).

Ale jak mają Cię polubić jak nie zobaczą „Cię” drugi raz?

Jak masz zbudować z nimi relacje, skoro już nigdy nie wrócą?

Właśnie po to jest tzw. STRONA ŚCIĄGAJĄCA, którą „wypuszczamy” na pierwszy plan.

Ma ona na celu zebranie potrzebnych danych po to, abyś mógł dalej budować relacje z danym klientem.

Pomyślisz teraz: „no tak, ale w tym momencie tracimy osoby, które kupiłyby od razu…”

Nic bardziej mylnego, ponieważ od tego jest strona „Dziękuję”, o której opowiem Ci za chwilę.

Jakie są funkcje strony „Dziękuję”?

Pierwsza – ta w miarę oczywista – to po prostu podziękowanie za to, że ktoś zapisał się na listę (tzw. listę mailingową), czyli po prostu zostawił swój adres e-mail.

Jeśli obiecaliśmy, że w zamian za zapisanie się na listę damy komuś prezent w postaci ebooka, czy jakiegoś nagrania, właśnie na tej stronie powinniśmy umieścić instrukcję, jak to wszystko pobrać.

Jednak druga funkcja to coś, czego nie stosuje 99% osób działających w marketingu internetowym, a co za tym idzie zostawiają 80% pieniędzy na stole.

Właśnie w tym miejscu doświadczony marketer, sprzedawca internetowy czy przedsiębiorca powinien dać możliwość zakupu ludziom, którzy właśnie teraz, od razu są na to gotowi.

Dzieją się wtedy dwie rzeczy: osoby, które nie są gotowe kupić od razu (podały swoje imię i adres mailowy) lądują w tzw. autoresponderze (o tym za chwilę), a Ci, którzy chcą kupić – kupują (i również są zapisani na listę).

Taki zabieg ma na celu błyskawiczny zwrot z inwestycji (np. reklamy).

To jest kluczowe rozwiązanie, możesz mi wierzyć. Widziałem już setki biznesów, które nie posiadały tego rozwiązania w prowadzonym marketingu i efekt był tego taki, że reklama im się nie zwracała albo zwrot następował zbyt późno.

Co dzieję się z potencjalnymi klientami, którzy zapisują się na listę adresową? Co to właściwie jest ta lista?

Do zbierania listy adresowej, wysyłania wiadomości, budowania relacji z potencjalnymi jak i obecnymi klientami, służy narzędzie o nazwie autoresponder.

Wyobraź sobie, że w ciągu jednego dnia na Twoją stronę ściągającą (SQ) zapisało się 50 osób, z tego 5 kupiło Twój produkt (ze strony „dziękuję”). Co dalej powinno się dziać podczas całego procesu marketingowego?

Idealnym rozwiązaniem byłoby, aby 45 osób, które nie kupiły za pierwszym razem, dostało kilka kolejnych wiadomości, zachęcających do zakupu, bo przecież możemy domniemywać, że skoro zapisały się na danej stronie, to są danym tematem zainteresowane, prawda?

A te 5 osób, które kupiły mogą przecież dostawać kolejne oferty, droższe i bardziej zaawansowane, zgadza się?

Właśnie w tym momencie zaczynamy mówić o tzw. lejku, tunelu sprzedażowym, którym posługują się najskuteczniejsi marketerzy na rynku, zarówno globalnym jak i naszym.

Wspomniałem wyżej o autoresponderze. To narzędzie to Twoja automatyczna sekretarka, która wysyła wiadomości mailowe nawet wtedy, kiedy Ty śpisz. Wystarczy, że odpowiednio wcześniej zaplanujesz treści maili, daty i godziny wysyłki, a cała reszta ruszy bez Twojego udziału.

Na rynku mamy wiele systemów do automatycznych wysyłek mailowych, m.in. freebot.pl, benefiter.pl czy getresponse.pl. Jeśli chcesz wypróbować zupełnie za darmo na 30 dni jeden z nich, wejdź na tę stronę http://bit.ly/getresponsepartner.

Dostaniesz tam również instrukcje jak skorzystać z tej machiny do obsługi Twojego biznesu.

Jakie są funkcje autorespondera?

  1. Budowanie relacji z klientem
  2. Edukowanie klientów
  3. Upselling, czyli tzw. do-sprzedaż
  4. Crosselling czyli oferowanie kompatybilnych produktów

Jak napisać ofertę, która sprzedaje?

Okazuję się, że to nie jest wcale taka prosta sprawa.

Utarło się przekonanie, że dobra oferta napisana jest zgodnie z regułą AIDA.

A – (attention) – uwaga: musimy wzbudzić czyjąś uwagę. Mamy na to właściwie tylko chwilę i zazwyczaj ten element pokrywa się z bardzo dobrze dobranym nagłówkiem.

Przykład:

Zamierzam Zdradzić Ci Mało Znane i Rzadko Ujawniane Sekrety Marketingowe, Których Używam Do Pozyskiwania Ponad 100 Osób Dziennie Na Moje Listy Adresowe, Rekrutowania nawet 200 Osób Do Biznesu w Kilka Dni i Zainkasowania ponad 40 000zł W Pierwszym Roku Mojej Działalności w Internecie…

I – (interest) – wzbudzenie zainteresowania: efekt ten musimy osiągnąć w pierwszych kilku linijkach tekstu ofertowego, w przeciwnym razie, potencjalny klient „ucieka” z danej strony.

Przykład:

Koniec z walką i cierpieniem 97% osób działających w biznesie MLM…

Moi Sponsorzy nazywają mnie „Odmieńcem”, „Zdrajcą” i Już Dawno Spisali Mnie Na Straty, Bo „Wynajduję Koło Od Nowa”.

Wiedza, Którą Chcę Ci Przekazać Jest Dla Wielu Po Prostu Sekretem
Wielu Mi Tego Nie Wybaczy…

D – (desire) – pożądanie: w tym miejscu musimy sprawić, aby nasz potencjalny klient/partner nie był w stanie oderwać oczu i zaangażował się maksymalnie w dany przekaz. Musimy mieć pewność, że rozwiewamy jego wątpliwości i rozwiązujemy jego główne problemy. Zazwyczaj nawiązujemy tutaj do jakiejś historii (historie sprzedają najlepiej), mówimy o korzyściach wynikających z danego produktu lub usługi, warto również umieścić tutaj rekomendacje osób, które już wcześniej z tego skorzystały.

Przykład:

Od : Marcina Oniszczuka, Człowieka, Który Buduje Biznes W Internecie

Do: Ciebie, Człowieka, Który Chce I Wie, Że Można Osiągnąć Więcej…

Temat: Pokażę Ci Jak Budować Biznes W Internecie, Rekrutować „Mądrze” i Efektywnie Nowych Ludzi do Twojego Biznesu, a Ty Zrozumiesz,  Że Musisz Zainwestować Swój Czas i Chęci, bo Te Rezultaty Nie Są Typowe…

Na początku chciałbym uścisnąć Twoją dłoń i zapytać „Jak się masz?”. Nazywam się Marcin Oniszczuk i cieszę się, że jesteś tu ze mną. Będzie to dla mnie wielka przyjemność zostać Twoim osobistym trenerem przez kolejne kilka minut.

Będę bardzo precyzyjny, oprę się tylko i wyłącznie na faktach, bo szanuję Twój jak i swój czas.

Jeśli powiem Ci, że „złamałem kod” na osiąganie efektów, rekrutowanie konkretnych osób do biznesu i tworzenie kilku źródeł dochodu dzięki zastosowaniu nowych technologii, to nie przesadzę ani trochę.

Oprócz tego jestem w stanie nauczyć Cię wszystkiego, abyś mógł wdrożyć to w swoim biznesie i aby to wszystko zadziałało właśnie u Ciebie…

Myślę, że tym bardziej powinieneś zapoznać się z tym bardzo dokładnie…

Zamierzam udowodnić Ci ile warta jest wiedza, którą Ci przekażę i jak zmieni się Twoje postrzeganie biznesu, kiedy zastosujesz to, o czym Ci powiem.

Bez cienia wątpliwości jestem w stanie stwierdzić, że to czego się dowiesz diametralnie zmieni Twoje życie.

Widzisz, ja wiem dlaczego się tu znalazłeś.

Ja wiem, że jest to ból. Prawdopodobnie szukasz czegoś, co mogłoby rozwinąć Twój biznes, poprawić Twoją sytuację finansową i sprawić, że byłbyś szczęśliwszy.

Jedyne, co jestem w stanie Ci powiedzieć to to, że wszystko bardzo dobrze rozumiem.

Wiem, co teraz przechodzisz.

Wiesz skąd? Bo sam nie tak dawno byłem w identycznej sytuacji. Biznes MLM został mi przedstawiony, kiedy miałem 23lata. Nie miałem w tym temacie kompletnie żadnego doświadczenia, żadnych kontaktów, znajomości itd…

Jedyne co miałem to marzenia i tak samo jak Ty wierzyłem, że MLM na pewno pomoże mi je zrealizować. Po prostu wiedziałem, że uda mi się to zrobić. Zrozumiałem, że tylko i wyłącznie ten biznes może sprawić, że osiągnę wolność, której tak pragnąłem.

Możesz Sobie Tylko Wyobrazić Jaki Byłem Zdziwiony Jak Prawie Dwa Lata Męczyłem Się, Aby Zarobić W Miarę Przyzwoite Pieniądze…itd..

A – (action) – akcja: w tym miejscu musimy nawołać naszego czytelnika do akcji. A co jest akcją w przypadku oferty?

Jedyną pożądaną akcją, którą musi podjąć Twój potencjalny klient, jest wciśnięcie przycisku „kup teraz”. Co jest bardzo ważne, to abyś dokładnie wyjaśnił, co w danym momencie ma zrobić osoba, która to czyta. Jeśli ma coś kliknąć, napisz to, jeśli ma gdzieś przejść i coś wypełnić, napisz to. To wszystko musi być jasną instrukcją, gdyż masa testów, jakie przeprowadziliśmy pokazuje, że nawet najmniejsze zawahanie, chwilowa niepewność dotycząca tego, co w danym momencie zrobić, powoduje, że tracimy uwagę klienta.

Jak można to zrobić, aby skłonić czytelnika do podjęcia akcji?

Przykład:

KLIKNIJ TU, Aby Dostać Natychmiastowy Dostęp Do Sekretów Biznesu MLM!

Tak więc tak jak widzisz, dzisiaj oddaję w Twoje ręce wiedzę za grosze (27zł) ale nie potrwa to długo, uwierz mi.

Już niedługo cena ulegnie zmianie i może to być nawet 127zł albo więcej. Teraz przeprowadzam testy, dlatego masz tak niepowtarzalną okazję…

Wiem, wiem, zwariowałem, że oddaję to za tak śmieszną cenę, jednak wierzę, że skorzystasz z tego. Dzięki tej wiedzy ludzie ze Stanów zarabiają miliony dolarów rocznie.

Weź Swoją Własną Kopię SYSTEMU

Ostatni element naszej układanki: Ruch

Kiedy mamy poukładany już nasz cały lejek sprzedażowy, wypadałoby, aby ktoś trafił na Twoją stronę SQ i zobaczył co masz do zaoferowania, prawda?

Innymi słowy, musimy całą tę machinę „podłączyć” do ruchu…

Najlepszym sposobem jest skorzystanie z już istniejących zasobów.

Jest przecież wiele stron w Internecie, które są odwiedzane przez masę osób każdego dnia, zgadza się?

A więc musimy w odpowiedni sposób tam się pojawić i umieścić linka do naszej strony ściągającej.

W jaki sposób i gdzie to zrobić?

Przyjęło się, że metody ściągania ruchu na stronę dzielimy na darmowe i płatne. Niemniej jednak żadna z tych metod nie jest darmowa, bo nawet jeśli nie wydajemy fizycznie pieniędzy na reklamę, płacimy naszym czasem, który poświęcamy na wdrożenie metod „darmowych”.

Do metod płatnych zaliczamy: reklamę na Google Adwords, reklama na Facebooku, reklamy kontekstowe, sponsorowany video marketing, kampanie z innymi partnerami, czyli tzw. JV.

Darmowe metody to: blogowanie, marketing szeptany, komentowanie forów, blogów, a także regularne postowanie w mediach społecznościowych.

Reasumując

Aby prowadzić marketing w Internecie, pozyskiwać nowych ludzi do współpracy, sprzedawać swoje produkty, potrzebujesz 5 elementów :

  1. SQ
  2. Strony „Dziękuję”
  3. Autorespondera
  4. Oferty
  5. Ruchu

Skuteczni marketerzy każdego dnia ulepszają każdy wyżej wymieniony element, gdyż rynek ciągle się zmienia i to, co działało miesiąc temu, nie zawsze jest skuteczne dzisiaj.

Najważniejsze jest jednak, aby w ogóle zacząć to robić i nie zrażać się tym, że może dzisiaj jesteś zupełnie „zielony” w tym temacie.

Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku”Lao-tzu

profil3

Marcin Oniszczuk

Bądź zawsze na bieżąco, dołącz do BEZPŁATNEJ grupy na Facebooku>>>

2 thoughts on “Biznes w Internecie, czy w ogóle można?”

  1. Bardzo wartościowy artykuł.
    Polecam przeczytanie go do A do Z

    W zasadzie pomgę powiedzieć, że wyciągnąłeś esencje i kluczowe elmenty bez których nie ma mowy o biznesie online

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.