Dzisiaj, po raz kolejny przytoczę artykuł jednego z moich mentorów…
Myślę, że tak wiedza będzie dla Ciebie kluczowa…

W ubiegłym tygodniu odbyłem niesamowitą rozmowę z Laurą, najlepiej zarabiającą businesswoman w prężnie rozwijającej się firmie działającej
w branży marketingu sieciowego.

Laura należy do wąskiej elity wiodących liderów, którzy niedawno rozpoczęli współpracę z Elite Marketing Pro po to, aby przenieść swój biznes
do sieci i zwiększyć potencjał firmy, który zbudowali poza nią.

Kiedy odpowiadała na moje pytania, dotyczące doświadczenia w biznesie, sposobu budowania sieci dystrybucji/struktury downline/, filozofii pracy, typu osób, które rekrutuje, sposobu prowadzenia szkoleń dla nowych osób w biznesie czy technik organizowania promocji, ze zdziwieniem uświadomiłem sobie, że bez przerwy potakuję i w pełni zgadzam się
ze wszystkim, co mówiła. Uwierzylibyście?

Ja, zagorzały zwolennik rekrutacji online, byłem pod ogromnym wrażeniem
i w pełni identyfikowałem się z tym, w jaki sposób najlepiej zarabiająca specjalistka od marketingu sieciowego zbudowała swój biznes offline.
W rzeczywistości, z większością tego, co nie odpowiadało mojej wizji tradycyjnego biznesu sieciowego, ona również się nie zgadzała.

Odnalazłem swoją bratnią duszę poza siecią.

Nie wierzyła, że lista 100 najbliższych krewnych i znajomych pomoże komukolwiek zwiększyć swoje szanse na rynku. W ogóle nie interesowały ją obiady w gronie rodziny, podczas których czuła się wręcz zmuszona, aby prowadzić rekrutację wszystkich, nie wyłączając kelnerów.

Jak sama stwierdziła: „Kiedy spędzam czas poza domem z rodziną, pragnę tylko na niej skupić całą swoją uwagę”. Myślę, że do takiej odpowiedzi sprowokował ją post, zamieszczony przez jednego z trenerów marketingu sieciowego, zatytułowany: „Każdy JEST twoim potencjalnym klientem”, po przeczytaniu którego, omal się nie zakrztusiła. 😉 Stanowczo i ze złością odparła:
“NIE KAŻDY jest twoim potencjalnym klientem! Przykro mi to stwierdzić,
ale same chęci do pracy to nie jest wystarczająca rekomendacja.” Słysząc
te słowa, pomyślałem: „Słusznie… Masz całkowitą racją!”

Podążając za jej tokiem myślenia, doszedłem do wniosku, że…

Właśnie Dlatego Najlepsi Spośród Rekrutujących Prawie Nigdy Nie Zarabiają Największych Pieniędzy”.

Na co ona zareagowała: „Zgadza się! Dokładnie tak jest!”

Rozumieliśmy się z Laurą w pół słowa, niestety niektórzy z czytających pewnie niewiele z naszej rozmowy zrozumieją. Powodów można by znaleźć
co najmniej kilka. Po pierwsze, nie jest tajemnicą, że swoją śmiałą wypowiedzią złamałem pierwsze i drugie przykazanie marketingowców „starej szkoły”.

[images style=”0″ image=”https%3A%2F%2Fmarcinoniszczuk.pl%2Fwp-content%2Fuploads%2Fkeytobrain.png” width=”560″ align=”center” top_margin=”0″ full_width=”Y”]

  1. Zrób listę 100 najbliższych osób spośród swoich krewnych i znajomych.

  2. Rekrutuj każdego, kto pojawi się w odległości 3 stóp od ciebie
    (patrz: „Zasada 3 stóp”).

Ja również jestem przeciwny takiemu stawianiu sprawy – moja rodzina nie ma ZIELONEGO POJĘCIA, na czym polega mój biznes, nad czym obecnie pracuję oraz jakie produkty sprzedaję. Według nich, zapewne, nadal pracuję dla firmy Amway, zarabiam olbrzymie pieniądze i co najważniejsze, nie wchodzę im
w drogę.

(ZAKODUJCIE SOBIE – Nie pracuję dla Amwaya, ale prowadzę firmę, która przynosi 7-cyfrowy dochód, i nie muszę przy tym wciskać jej produktów każdemu.)

Niewątpliwie najistotniejsza część mojej rozmowy z Laurą stanowił związek między hasłami „NIE KAŻDY jest twoim potencjalnym klientem” oraz „Najlepsi rekruterzy prawie nigdy nie zarabiają najwięcej pieniędzy” …

Rozumiesz zatem, że w oparciu o swoje doświadczenie, mogę śmiało powiedzieć, że pośród najlepiej zarabiających w branży marketingu sieciowego próżno szukać najlepszych rekruterów z tego względu, że żadna szanująca się firma nie płaci swoim pracownikom za rekrutowanie ludzi, ale osiąganie wysokich dochodów ze sprzedaży i uczenie innych, jak to się robi.

Tak więc, według NAJLEPIEJ ZARABIAJĄCEJ osoby w firmie – należy rozbudowywać firmę W GŁĄB (NA GŁĘBOKOŚĆ), a nie WSZERZ. Wprowadzeni na głębokość muszą osiągać zyski, a także stawać się liderami.

Prawdziwym sekretem budowy 6- lub 7-cyfrowego imperium w branży marketingu sieciowego (podobnie zresztą jak w każdej innej branży) jest nieustanne podkreślanie przewagi JAKOŚCI nad ILOŚCIĄ. 

W jaki sposób zbudować potężny biznes rekrutując do biznesu zaledwie kilka osób.

Moja przyjaciółka Lisa, która nie raz zabierała głos w trakcie moich prezentacji i która osiągnęła kolosalny 7-cyfrowy sukces w branży marketingu sieciowego, zdradziła mi, że osobiście wprowadziła jedynie 17 osób do biznesu, posiada przy tym firmę o międzynarodowej renomie, która liczy tysiące osób
na terenie Europy, Azji i Bliskiego Wschodu.

Z kolei moja klientka Laura, z którą przeprowadzałem rozmowę, rozkręciła swój 6-cyfrowy, dochodowy biznes w niecałe 2 lata, wprowadzając TYLKO 15 osób do współpracy.

[images style=”0″ image=”https%3A%2F%2Fmarcinoniszczuk.pl%2Fwp-content%2Fuploads%2FPrawdziwy-sekret-to.png” width=”560″ align=”center” top_margin=”0″ full_width=”Y”]

Najlepsi rekruterzy jednak SĄ TAK DOBRZY w rekrutowaniu, gdyż:

  1. przez większość swego czasu rekrutują, czyli robią to, w czym są najlepsi,

  2. większość tych, których sponsorują, nie nadaje się do sponsorowania kolejnych, nie ma zatem mowy o powielaniu schematu i brak również pracy „W GŁĄB,

  3. zwykle mało uwagi przykładają do wielkości osiąganej produkcji ponieważ całą swoją energię koncentrują na rekrutacji personelu.

Ważny jest tu szczególnie podpunkt b), gdyż – powiedzmy sobie szczerze – większość ludzi nie nadaje się do bycia przedsiębiorcą i niezależnie od tego, jak bardzo będziesz ich motywował, szkolił czy wierzył w ich talent, 90% z nich po prostu się nie uda.

A teraz zastanówmy się, czy najlepsi spośród rekrutujących mają szansę zarabiać najwięcej. Z pewnością tak, lecz zauważmy też, że najbogatsi ludzie stawiają przede wszystkim na uczestnictwo w szkoleniach i kreowanie liderów.

Dlatego Laura nie zadała sobie nigdy trudu, aby stworzyć listę 100 osób, które rozwinęłyby jej biznes, ani nie próbowała rekrutować kogo popadnie, ponieważ z góry wiedziała, że większość ludzi nie nadaje się do takiej roli.

Zamiast tego prowadzi selektywny nabór partnerów – nie rekrutuje, a określa, do czego każdy z nich może się przydać i jeśli uzyska CAŁKOWITĄ PEWNOŚĆ, że mogą odnieść w życiu sukces, z pewnością pokaże im możliwości biznesowe.

Pozostali mogą co najwyżej zostać najlepszymi klientami firmy! Właściwie to sporządza listę 100 osób, ale w większości są to potencjalni klienci, i tylko niewielu to prawdziwi przyszli budowniczy biznesu, o ile pozytywnie przejdą rekrutacyjne sito.

Tak wygląda również moja filozofia pracy. Zamiast przeprowadzania rozmowy w cztery oczy, rekrutuję ludzi automatycznie, za pomocą aplikacji online, wykorzystując narzędzie jakim jest „atrakcyjny marketing”. 

W jaki sposób, niemal błyskawicznie uzyskać stały napływ wysoko wykwalifikowanych, „myślących przedsiębiorczo” ludzi

Zanim wytłumaczę, jak to działa, chciałbym opowiedzieć, czym NIE JEST „atrakcyjny marketing”.

„Attraction marketing” nie polega na bezmyślnym przesyłaniu wiadomości reklamowych na prywatne konta ani kierowaniu prośby o polubienie fanpage’a. Nie znoszę tego typu zachowań i jeśli nadal tak postępujecie, proszę PRZESTAŃCIE TAK ROBIĆ!

Nawet nie zdajecie sobie sprawy, ilu speców od marketingu sieciowego wysyła setki lub nawet tysiące reklam w formie prywatnych wiadomości każdego dnia, przekonanych, że uprawiają dobrze pojęty „attraction marketing” lub „Internet marketing”.

Powiedzmy im stanowcze NIE!

[images style=”0″ image=”https%3A%2F%2Fmarcinoniszczuk.pl%2Fwp-content%2Fuploads%2F90-os%C3%B3b-nigdy-nic-nie-zrobi-w-swoim-biznesie….png” width=”560″ align=”center” top_margin=”0″ full_width=”Y”]

W rzeczywistości “attraction marketing” to całkiem bierne zajęcie (nikomu nie wysyłasz żadnych wiadomości), kiedy to inni wysyłają TOBIE swoje dane kontaktowe z prośbą o przesłanie informacji o twoich produktach
lub nawiązanie współpracy.

Czasem chodzi o ciebie, a czasem chodzi o produkt.

Ale zauważmy, że nawet jeśli ktoś jest zainteresowany twoimi produktami, nie oznacza to że natychmiast powinieneś się nim zainteresować. Taka osoba powinna cię przekonać, że idealnie nadaje się do przyszłej roli – i taki też rodzaj rekrutacji odbywa się za pomocą czegoś, co w świecie wirtualnym nazywa się „tunel sprzedażowy”.

„Tunel sprzedażowy” składa się z kilku prostych kroków i zastępuje tradycyjną rozmowę
1 na 1 (którą odbyłaby Laura z potencjalnym klientem, aby ocenić jego kwalifikacje).

Problem w tym, że gdy przeprowadzamy weryfikację osób metodą offline, lepiej żebyśmy byli osobą mającą poważanie, charyzmę i autorytet.

Jeśli bylibyście moimi klientami, takimi jak Laura, która jest pewna siebie, pięknie się wysławia i odnosi sukcesy, z pewnością wasza kariera nabierze rozpędu i macie duże szanse odnieść wielki sukces.

Ale… 

Jeśli jesteście spłukani, nieśmiali i przerażeni… No cóż, wasz biznes metodą offline jest z góry skazany na porażkę…

Praca online to zupełnie inna historia, ponieważ kiedy potencjalny klient poprosi was o przedstawienie informacji o produkcie lub zaproponuje współpracę, wiecie już co robić.

Kiedy przyjdą do ciebie i powiedzą ci, że interesują ich twoje produkty, pewnie sami są pod wrażeniem tego, że udało im się dotrzeć do ciebie drogą online
i zapewne zechcą się dowiedzieć, jak to samo udało się tobie.

Codziennie udaje mi się wyłowić potencjalnych partnerów, ale tylko niewielu z nich nadaje się do biznesu mlm.

[images style=”0″ image=”https%3A%2F%2Fmarcinoniszczuk.pl%2Fwp-content%2Fuploads%2Fpassiveactivity.png” width=”560″ align=”center” top_margin=”0″ full_width=”Y”]

Większość z nich, co ciekawe, staje się moimi klientami, bo TO WŁAŚNIE ONI opłacają moje rachunki za reklamę i koszty ogólne.

Jeśli chcesz się dowiedzieć, w jaki sposób zbudować swój własny “atrakcyjny tunel sprzedażowy”, zapraszam Cię do zamkniętej społeczności Master Academy, do której możesz dołączyć klikając obrazek poniżej tego artykułu.

Coraz więcej najlepiej zarabiających osób korzysta z zalet tzw. attraction marketing. Należą do nich m. in. Eric Worre, Tim Sales, Todd Falcone, Randy Gage, Ray Higdon i wielu innych, którzy swój sukces zawdzięczają stałej obecności w sieci.

Zapewne znane ci jest przysłowie:

Jeśli czegoś pragniesz, znajdź kogoś, kto już to posiada, rób to, co on,
a znajdziesz to, czego szukasz”.

 

Życzę ci samych sukcesów

Marcin Oniszczuk

marcinoniszczuk_bizneswinternecie.png

E INTERNUITING COURSE

 

 

 

 

5 thoughts on “Dlaczego najlepsi rekruterzy prawie nigdy nie zarabiają najwięcej pieniędzy”

  1. Świetny artykuł, który pokazuje, że filozofia działania w tym biznesie może (a raczej powinna) być taka sama niezależnie od tego czy działamy online czy offline.

    Natomiast w kwestii przyciągania potencjalnych partnerów biznesowych (attraction marketing) jest to w moich oczach o wiele lepszy sposób działania niż to czego często uczy się ludzi w marketingu sieciowym.

    Powód?

    Bardzo prosty: dzięki zastosowaniu tej metody działania zamieniamy się z osoby „polującej” na ludzi na osobę, na którą to ludzie „polują”.

    Niesamowicie istotne jest przy tym to, że to właśnie ludzie sami decydują o tym, że czegoś chcą (poznać produkt lub możliwość współpracy) a nie są do czegokolwiek „zmuszani”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.